Szukaj
Aktualnie jesteś: Strona główna Blogosfera ABORCYJNY TERROR
Adres bloga: http://mamorki.com/

ABORCYJNY TERROR

Aborcja. Mało który temat wzbudza takie emocje i tak skrajne opinie wśród ludzi. I nie ma znaczenia czy wśród młodych, starszych, mniej lub bardziej wykształconych. Wspólnym mianownikiem wszystkich tych ludzi jest chęć ratowania życia. I na tym się to kończy, bo droga dojścia do tego bardzo się rozmija.

Żeby było jasne – jestem za aborcją. Nie będę się krygować, starać się przekazać coś między wierszami. Jestem za aborcją w celu ratowania życia, w przypadku w którym zagrożone jest dosłownie życie kobiety, ale też w przypadku skrajnie bolesnym dla kobiety jakim jest gwałt. I nie ma znaczenia, czy ciąża była wynikiem gwałtu przez pijanego i znęcającego się nad żoną męża czy obcego mężczyznę. Nie zgadzam się, by zmuszać siłą i pod groźbą kary do rodzenia z narażeniem własnego życia dzieci tak chorych, że nie będą w stanie przeżyć poza łonem matki dłużej niż chwilę, by i tak skonać w cierpieniu po góra kilku dniach.

Jestem za tym, by kobieta lub para, która stoi przed cholernie ciężką sytuacją, której część z nas zapewne nie jest sobie nawet w stanie wyobrazić i poczuć tego, co oni czują, mogła sama podjąć decyzję. Nie ktoś za nich, nie dlatego, że ktoś z góry nakazuje im co mają robić i jak mają się czuć. Jestem za tym, by każdy sam odpowiadał za siebie i za swoje decyzje. To jest ich życie, ich świat i ich sumienie. Nie moje, nie Wasze. Ich. Tych ludzi, którym świat wali się właśnie na głowę, kiedy słyszą od lekarza coś, co brzmi dla nich jak wyrok.

Mogę nazwać się szczęściarą, bo nie było mi dane tego przeżyć. Mieszkam też w kraju, w którym dostęp do aborcji nie jest zakazany. W kraju, w którym rząd nie nienawidzi tak bardzo kobiet i w którym mogę wykonać badania prenatalne, a w razie najgorszego scenariusza planową i zgodną z prawidłami sztuki medycznej aborcję.

Ale kto powiedział, że bycie szczęściarzem jest nam pisane przez całe życie? Jak bardzo łatwo przychodzi nam ocenianie innych, wydawanie na kimś wyroku nie znając nawet historii tej osoby. Jestem Polką, mam w Polsce bliskie mi kobiety i to w obronie ich i ich córek, kuzynek, a kiedyś wnuczek dziś staję.

Znam kobiety, które będąc w ciąży usłyszały, że dziecko może urodzić się z ciężką wadą genetyczną.
Znam kobiety, które zaszły w ciążę, choć nie chciały i nie planowały i rozważały aborcję.

To, jaką decyzję podejmą, powinno zależeć tylko i wyłącznie od nich. I niezależnie czy zgadzałabym się z tym, co postanowią czy nie, nikt nie daje mi prawa narzucać im mojego zdania, mojego poglądu w tej sprawie. Mówiąc wprost i brutalnie – nie ja żyłabym z tą decyzją, tylko one. Natomiast jako osoba im bliska i przyjaciółka, powinnam wspierać i znając powody idące za taką a nie inną decyzją, nie osądzać ale próbować zrozumieć.

Tylko najpierw trzeba wykazać się empatią, zrozumieniem, chęcią spojrzenia na takich ludzi z szerszej perspektywy, a nie spod kąta haseł o zabijaniu i braku sumienia. Nikt, kto nie znalazł się w dramatycznej sytuacji kobiet i par, dla których aborcja okazywała się jedynym wyjściem, nie jest w stanie zrozumieć tego, przez co muszą przejść i co dzieje się w ich głowach i sercach.

Nie rozumiem, jak przeciwnicy aborcji mogą wrzucać do jednego worka wszystkie jej przypadki.

Jak mężczyźni w dzisiejszych czasach są w stanie skazywać kobiety niejednokrotnie na cierpienia i głosić ich zdaniem wiekopomne hasła w celu obrony życia, skoro tym samym skazują nie jedną kobietę na śmierć.

Jak kobiety, które powinny stać murem jedna za drugą i rozumieć nasz ból, strach i przerażenie, uważają te drugie za głupie i niesamodzielne do podejmowania decyzji i chcą to robić za nie z góry narzucając proceder.
Nie, nie godzę się na to.

Jednym z argumentów, który kiedyś usłyszałam od zagorzałego zwolennika całkowitego zakazu aborcji w Polsce było przytoczenie sytuacji w Chinach. W kraju, w którym rząd pod groźbą horrendalnych kar finansowych (na które większą część społeczeństwa po prostu nie stać, by zapłacić) zabrania posiadania więcej niż jednego dziecka i zmusza wręcz do aborcji (!!!). Głośny był przypadek Feng Jianmei, którą siłą sprowadzono do szpitala i podano zastrzyk, w wyniku którego zmarł jej 7 miesięczny płód.

Otwieram oczy ze zdumienia i pytam – jak można porównywać te dwie sytuacje?!

Zatem przypomnę – w Polsce rząd chce kategorycznego zakazu aborcji, niezależnie od powodu jej wykonania. Nie liczy się dla nich kobieta, jej historia i sytuacja życiowa, która doprowadziła ją do podjęcia takiej decyzji. Tymczasem rząd w Chinach SIŁĄ ZMUSZA do aborcji, doprowadzając kobiety do chorób psychicznych (u Gong Qifeng aborcji dokonano w 7-mym miesiącu ciąży, siłą przywiązano do stołu operacyjnego. Skazano ja na niebotyczny wręcz fizyczny ból, który po czasie zamienił się w ból psychiczny. Zdiagnozowano u niej objawy schizofrenii).  Ba, przy trzecim dziecku władze sięgają po jeszcze bardziej drastyczne metody i często przeprowadzana jest przymusowa sterylizacja matki. Wybaczcie, ale dla mnie to jest wręcz terror.

A zatem jedynym mianownikiem Polski i Chin jest to, że oba rządy chcą narzucać swoim obywatelom ich zdaniem jedyne słuszne rozwiązanie. Jeden i drugi skazuje swoje obywatelki na cierpienie, ból i rany, które być może nigdy się nie zagoją i na życie, którego mogą nie być w stanie unieść. Nic tylko bić brawo, cóż za wspaniała troska o kobiety.

Nie mogę uwierzyć, że ktoś z góry chce nakazywać nam kobietom jak żyć. W XXI wieku! Kiedy dostęp do edukacji seksualnej powinien być na porządku dziennym, a wszelka możliwość antykoncepcji nie rozbijała się o farmaceutów „z sumieniem”. Może najpierw od tego powinni politycy zacząć, by przypadki chęci dokonania aborcji zmniejszyły się o te przypadkowe ciąże, w wyniku których mamą ma zostać nastolatka, która pojęcia nie miała, że stosunek przerywany  też może zakończyć się ciążą.

Ludzie, przecież my kobiety, naprawdę jesteśmy w stanie podjąć decyzję o tym, czy jesteśmy w stanie utrzymać ciążę i podjąć się wychowania dziecka. Kobiety potrzebują wiedzy o zdrowiu seksualnym, taniej lub darmowej i łatwo dostępnej i nowoczesnej antykoncepcji oraz wsparcia w rodzicielstwie. Tyle, end of story. Tymczasem w oczach polskiego rządu stawiane jesteśmy w pozycji niemal idiotek, które aborcji dokonywałyby równie często, jak często kupują nową parę butów i waciki.

Wiecie, co mnie najbardziej boli w rozmowach z osobami, które chcą całkowitego zakazu aborcji? Że są w stanie, patrząc mi w oczy powiedzieć, że moje życie jest nie ważne, ja się nie liczę. Że kiedy będę leżeć na tym szpitalnym stole i musiałby być dokonywany wybór między płodem a mną, ja schodzę na dalszy plan. Ja – matka już jednego dziecka, żona, siostra, wnuczka i przyjaciółka. To cholernie boli. Życie dorosłej kobiety, która przechodziłaby w takim momencie niewyobrażalne już katusze i ból, jest niczym.

Obrońco życia. Nie jest to z Twojej strony hipokryzją?

mamorki.com

Autor: mamorki.com

Mamorki to blog stworzony przez dwie mamy mieszkające w Polsce i w Szkocji. To prawdziwa rzadkość w blogosferze.
Przekonaj się, jak różnice mogą łączyć!
Wejdź na mamorki.com i rozgość się.
A na bieżąco jesteśmy tu: www.facebook.com/mamorki

Wróć do listy postów