Szukaj
Aktualnie jesteś: Strona główna Artykuły BEZDZIETNI KONTRA DZIECIACI

BEZDZIETNI KONTRA DZIECIACI

CZYLI POGADAMY JAK URODZISZ PIERWSZE DZIECKO
Wiecie jak to jest, najlepszą matką byłam, dopóki nie urodziłam pierwszego dziecka. Wówczas wszystko wiedziałam najlepiej, całe rodzicielstwo miałam w małym paluszku i zupełnie nie rozumiałam narzekań i marudzenia ludzi, którzy na co dzień byli praktykującymi rodzicami. Jak widziałam jakieś sceny z udziałem dzieci w roli głównej, to przewracałam oczami z dezaprobatą, jednocześnie wzdychając z pełnym przekonaniem, że u mnie na bank tak nie będzie! O nie! Wizualizowałam sobie oczyma wyobraźni, że ustanowię nowy algorytm wychowania, bo jeśli ja będę rodzicem na medal, to moje dzieci z automatu oczywiście też przybiorą cechy aniołów. Bo – jak to mówią – przykład idzie z góry, jacy rodzice takie dzieci i takie tam ludowe mądrości.

Jak widziałam rodziców, którym sytuacja z maluchem wymykała się spod kontroli, to w mojej głowie tworzyły się całe sieci mądrych wskazówek i rad, ponieważ miałam wtedy nieodparcie mocne i silne przekonanie, że ja doskonale wiem, jak należy postąpić, aby spacyfikować rozrabiającego małego człowieka. Przecież wychowanie dzieci to czysta logika i jedno zachowanie wynika z drugiego. Tylko dlaczego taka masa ludzi zdaje się tego nie zauważać??? I wracamy do punktu wyjścia, czyli: u mnie tak nie będzie! Moje rodzicielstwo to będzie osobny rozdział w historii wychowania dzieci...Do czasu!

Siła tego przekonania była tak wielka, że dziś...doprawdy nie chce mi się rozmawiać z bezdzietnymi na temat wychowania dzieci. Mam świadomość, ze oni wiedzą swoje i ja tego w żaden sposób nie zmienię. Co tu dużo mówić: doskonale pamiętam siebie z tamtych lat i to jakim kozakiem w poglądach na wychowanie wtedy byłam. Bardzo łatwo się bowiem wysuwa uniwersalne i radykalne opinie na temat postępowania innych rodziców, nie znając kontekstu i całego problemu. Głębsza dyskusja często nie ma sensu, bo się nie zrozumiemy. I nie ma w tym niczego złego. To tak jak z wykonywaniem innego - niż własny – zawodu: owszem mogę porozmawiać o pracy - dajmy na to - piosenkarki, ale tak naprawdę – nie będąc wokalistką, co wiem na ten temat? Tyle, co przeczytam, posłucham, poobserwuję efekt finalny. Dopóki nie zostanę piosenkarką, poziom rozmowy ze mną – amatorką, nie ma szans wejść na wyższy poziom wtajemniczenia.

Nie nadaję powyższej wypowiedzi negatywnego wydźwięku, bo szanuję poglądy na wychowanie osób, które nie mają dzieci, ale szansę na pełne czy dokładniejsze zrozumienie tematu będziemy mieli dopiero wtedy, jak i jedni i drudzy będą mieli potomstwo. To całkiem podobnie jak czasem możemy zaobserwować w internetowych dyskusjach pod różnymi artykułami – wydaje nam się, że coś wiemy czy rozumiemy, a tak naprawdę często pozostajemy oddaleni o lata świetlne od sedna problemu, a dyskutując i brnąc dalej w swoje wersje wydarzeń, jedynie podgrzewamy atmosferę.

Bezdzietni mają swoje opinie, obserwacje, wyciągają ciekawe wnioski, patrzą z dystansem, można sobie z nimi wspaniale pofilozofować na tematy dzieciowe, ale nie mają tego, co najważniejsze w dobrej dyskusji – własnej praktyki, a przez to swojej perspektywy, która wpływa na jakość wymiany poglądów. I nie, zabawa popołudniami z bratankiem się nie liczy :-) Zupełnie inaczej podchodzi się do swoich własnych dzieci i inaczej wygląda realizowanie poglądów na wychowanie mając pod ręką prywatny dziecięcy egzemplarz.

A gdy na świat przychodzi pierwsze dziecko, świeżo upieczonych rodziców zaskakuje prawie wszystko:

  • dlaczego to dziecko tak sapie – czy to normalne?
  • dlaczego piersi bolą podczas karmienia – przecież mówili, że noworodka się przystawia i je, nikt nie mówił, że się przy tym kobieta może zwijać z bólu...
  • w tych ogrodniczkach zmiana pieluchy to koszmar – czemu nikt nie uprzedził, że te śliczniusie ciuszki są takie niewygodne,
  • to dziecko tyle się budzi w nocy? O rany!
  • dlaczego ono tyle płacze? Nie schodzi z rąk i co chwilę płacze – co robię nie tak?!
  • moje dziecko jest na „nie” - dlaczego? Przecież ja jestem takim pozytywnym rodzicem...
  • mój Skarb urządza sceny, jak nie dostanie tego, czego chce! A przecież ja mu tak spokojnie i racjonalnie tłumaczę, że w życiu nie można mieć wszystkiego...
  • dlaczego ono nie chce jeść? Przecież gotuję mu najzdrowsze z najzdrowszych obiadków.
  • on nie chce bawić się „normalnymi” zabawkami, woli jakieś plastikowe butelki, metki od maskotek, czy chusteczki nawilżane.

Zmienia się perspektywa. Rodzicielstwo potrafi zaskoczyć. A przede wszystkim bardzo szybko konfrontuje i weryfikuje nasze plany i wizje związane z wychowaniem dzieci. Nic nie jest już oczywiste, proste i pewne. Ileż to rzeczy człowiek musi później odwołać czy zmienić, bo okazuje się, że precyzyjny plan wziął w łeb i pewne rozwiązania zupełnie nie działają na jego prywatne dziecko. Liczba mocnych puknięć w głowę przyrasta liniowo do czasu bycia rodzicem. Nabieramy pokory jako rodzice – praktycy. Nie rzucamy dobrymi radami tak prędko, o nie! Łatwość generowania uniwersalnych wniosków jest odwrotnie proporcjonalna do upływającego czasu. Dociera do nas z siłą młota pneumatycznego, że każde dziecko jest inne, dosłownie! i próba włożenia całego pokolenia do jednego wora kończy się fiaskiem. 

Dyskutujmy zatem kulturalnie, nie wymądrzając się i nie usiłując za wszelką cenę postawić na swoim. Wychowanie dzieci to nie jest łatwa sprawa. Proste może wydawać się tylko przed urodzeniem pierwszego dziecka. Nietrudno natomiast o konflikty bezdzietnych z posiadającymi dzieci, ponieważ temat wychowania dotyczy nas wszystkich i wywołuje falę różnorakich uczuć, kompleksów, obaw. Tak więc bezdzietni: pomyślcie drugi raz, zanim w Waszej głowie zaświta cięta riposta na widok nierozumiałego dla Was zachowania jakiegoś rodzica. Z kolei, Ty, rodzicu nie uważaj się za alfę i omegę w dziedzinie wychowania i nie podkreślaj, że bezdzietni nic nie wiedzą o prawdziwym życiu. Przypomnij sobie siebie z tamtego czasu i to jak silne było w Tobie przekonanie, że wszystko wiesz najlepiej. To pomaga lepiej zrozumieć drugą stronę!

Katarzyna Kata

Autor: Katarzyna Kata

Polonistka, mama dwóch chłopców w wieku przedszkolnym.

Czyta na akord, praktykuje jogę, a po godzinach zapełnia słoiki przetworami. Stroni od telewizji, woli radio i reportaże.

 
Chcę korzystać z serwisu i wyrażam zgodę