KARMIENIE PIERSIĄ MOŻE BOLEĆ - Aktywne Dzieciaki
 
  Szukaj
Aktualnie jesteś: Strona główna Artykuły KARMIENIE PIERSIĄ MOŻE BOLEĆ

KARMIENIE PIERSIĄ MOŻE BOLEĆ

CZYLI 6 PROBLEMÓW, Z KTÓRYMI (BYĆ MOŻE) PRZYJDZIE CI SIĘ ZMIERZYĆ

Karmienie piersią - szeroki temat wzbudzający wiele emocji. Jedne kobiety karmią naturalnie, drugie decydują się na mleko modyfikowane. Punktem wyjścia dla tego artykułu jest szacunek i akceptacja dla obu sposobów karmienia niemowląt i małych dzieci, zatem nie będziemy tu podgrzewać sporów o to, która droga jest lepsza, ani dzielić matek na lepsze i gorsze egzemplarze. Tego w tym tekście nie znajdziecie!

Poznacie natomiast kilka wątków dotyczących karmienia piersią, które mogą Was zaskoczyć, zdziwić, skłonić do przemyśleń, czy może nawet rozbawić. Napisałam ten tekst, aby trochę przybliżyć pewne niuanse karmienia naturalnego, o których często się nie mówi, bądź pomija w podobnych dyskusjach. Nie jest to artykuł – ostrzeżenie, raczej tekst na zasadzie: wiedzcie kobiety, że karmienie to złożona sprawa i wiele istotnych wątków zostaje pominiętych w ogólnej debacie na ten temat, przeczytajcie o tym i bądźcie mentalnie gotowe na (prawie!) wszystko.

Pierwsze karmienia: ałaaaa!!!

A wszystko zaczęło się od tego, że mnie osobiście początki karmienia piersią wprawiły w zdumienie i rozczarowanie. Byłam mocno podłamana, że tak – wydawałoby się zwyczajne, proste i popularne - kobiece doświadczenie może boleć. I nie był to ból podobny do ugryzienia komara...Ja nie mogłam uwierzyć w to, że proces ssania piersi przez bezzębnego noworodka może spowodować poranienie brodawek, ich krwawienie i koszmarną drażliwość. Mnie nikt nigdy o takich wątkach nie mówił. Zawsze przed oczyma miałam sielankowy obraz mamy z noworodkiem, która przystawia go do piersi, a ten je. Po prostu. Podobno pomóc w takich chwilach mają różne maści i smarowidła. Niestety, mnie nie pomogły, a wręcz zaogniały jeszcze reakcje bólowe i jedyną ulgę przynosiło mi delikatne smarowanie drażliwych miejsc swoim mlekiem.

Pierwsze karmienie 2.0: nie jest łatwo - potrzebny tutorial!

Różne mamy standardy opieki okołoporodowej w poszczególnych szpitalach. Te kobiety, które mogą liczyć na pomoc i wsparcie ze strony personelu medycznego podczas pierwszych karmień są prawdziwymi szczęściarami. Często bywa tak, że kobieta zostaje zostawiona sama sobie i ma karmić. A ją coś uwiera, tu jej niewygodnie, tu dziecko płacze, tu jakaś położna niewybrednie skomentuje, że „u pani to się laktacja jeszcze nie zaczęła, trzeba dokarmiać” i całe to karmienie staje się wyzwaniem, czy nawet problemem, który trudno ogarnąć. Boli, mówią, że nie ma mleka, że dziecko głodne, a ta świeżo upieczona mama z buzującymi hormonami dostaje mentalnych torsji, bo czuje, że sytuacja zaczyna ją przerastać. Dodatkowo jeszcze w praktycznie każdym instruktażu dotyczącym prawidłowego przystawiania do piersi piszą, że dziecko ma ustami objąć brodawkę sutkową, jak też prawie całą jej otoczkę. A jakże często jest to niemożliwe, ponieważ wiele kobiet ma bardzo rozległe otoczki, co uniemożliwia włożenie całej tej powierzchni do małej niemowlęcej buźki. Dziecko chwytając pierś płycej może również ssać efektywnie nie sprawiając przy tym mamie dyskomfortu, dlatego też nie mogę zgodzić się z twierdzeniem, że kobietę bolą piersi tylko wtedy, gdy dziecko jest niewłaściwie przystawione, bo za płytko chwyciło pierś. Tak się dzieje często, ale są wyjątki od reguły, bo karmienie piersią – co tu dużo mówić – to kwestia bardzo indywidualna.

Uwaga! Nawał! Obowiązkiem Twojego dziecka jest Ci pomóc!

Część kobiet w 3. lub 4. dobie życia swojego dziecka przechodzi nawał pokarmu. Piersi mogą się wtedy parokrotnie powiększyć, staną się nabrzmiałe i bolące do tego stopnia, że chodzenie w staniku bez fiszbin stanie się wyzwaniem. W takiej sytuacji obowiązkiem Twojego dziecka jest Ci pomóc! W jaki sposób? Poprzez jak najczęstsze przystawianie go do piersi, aby spijało nadmiar pokarmu i w ten sposób było Twoim naturalnym laktatorem.

Kapusta na ratunek!

A co zrobić między karmieniami, gdy piersi koszmarnie bolą? Wiecie, co wtedy cudownie pomaga? Babciny sposób: okładanie gorących, wielkich piersi liśćmi schłodzonej (wyjętej z lodówki, nie z zamrażalnika), kapusty (niektórzy radzą też je ponakłuwać) i postępować tak do momentu, aż kryzys zostanie zażegnany. W ekstremalnych przypadkach może się to wiązać ze zmianą liści co godzinę lub co kilka godzin przez kilka dni.

Co poza kapustą na nawał?

Przede wszystkim warto zaufać kapuście i zmieniać liście tak często, jak potrzeba. Kapusta jest genialna! Warto mieć pod ręką w lodówce 1-2 dorodne główki. Czasami można pomóc sobie także laktatorem (który może uratować życie i który uważam za jeden z genialniejszych gadżetów ludzkości, pod warunkiem, że jest elektryczny!). Doradcy laktacyjni sugerują używanie go przy nawale tylko w wyjątkowo trudnych przypadkach i radzą ściągać jedynie odrobinę mleka do odczucia ulgi wskazując na ok. 30ml. Przy pierwszym dziecku mając nawał, ulgę odczułam ściągając uwaga! 150 ml z jednej piersi i nie była to hmmm jakaś spektakularna ulga. Tak że działo się! Przy drugim dziecku, laktator nie był mi już potrzebny podczas nawału, ponieważ całą robotę wzięła na swoje barki wspomniana magiczna kapusta! Ulgę może przynieść również masowanie piersi strumieniem ciepłej wody pod prysznicem.

Co to za dziwne ukłucia?

Wiecie, co się dzieje w kobiecych piersiach, gdy napływa pokarm? Ja to nazwałam roboczo „igiełkami”, bo miałam wrażenie, że czuję jakby mrowienie, czy delikatne nakłucia szpileczkami. Dziwne, wcześniej nieznane uczucie, nieporównywalne z niczym innym.

Karmienie piersią jest spoko. Ma swoje plusy dodatnie i plusy ujemne (ale o tym napiszę innym razem, bo to kolejny temat – rzeka). Niby jest intuicyjne i naturalne, ale wiele rzeczy potrafi kobietę zaskoczyć i dać w kość. Początki mogą nie być różowe, jak również mogą być gładkie i bezproblemowe. Wszystko zależy od masy różnych czynników towarzyszących, czasami całkiem od nas niezależnych. Myślę, że warto być przygotowaną na różne scenariusze i gdy pojawi się np. podobny do wyżej przedstawionego, to dobrze mieć pod ręką jakiś sprawdzony sposób na radzenie sobie w takich trudniejszych chwilach. 

Katarzyna Kata

Autor: Katarzyna Kata

Polonistka, mama dwóch chłopców w wieku przedszkolnym.

Czyta na akord, praktykuje jogę, a po godzinach zapełnia słoiki przetworami. Stroni od telewizji, woli radio i reportaże.

 
Chcę korzystać z serwisu i wyrażam zgodę