Szukaj
Aktualnie jesteś: Strona główna Artykuły NIE MOŻNA KUPIĆ WSZYSTKIEGO

NIE MOŻNA KUPIĆ WSZYSTKIEGO

CZYLI JAK UCZYĆ DZIECKO WARTOŚCI PIENIĄDZA

Zapewne każdemu z nas przydarzyła się chociaż raz podobna sytuacja: krzyczące i płaczące w sklepie dziecko, próbujące wszelkimi sposobami wymusić na mamie czy tacie kupno zabawki czy ulubionej słodkości i to często w sytuacji, kiedy przed chwilą już jakaś zachcianka malucha znalazła się w zakupowym koszyku. Beztroska dzieci, o której często mówimy i do której czasem my, dorośli tęsknimy, związana jest także z tym, że przez długi czas nie muszą się one martwić o to, skąd brać pieniądze na zaspokajanie swoich najróżniejszych potrzeb – rodzice dbają o wszystko, co jest niezbędne do życia i do prawidłowego rozwoju, a nawet o wiele więcej. Pojęcie „pieniądza” jest dla małego dziecka po prostu konstruktem abstrakcyjnym, nie wie z czym wiąże się pozyskiwanie i wydawanie pieniędzy, a konta i portfele rodziców wydają się dla niego studnią bez dna. Z wielkim zdziwieniem przyjmują fakt, że nie tylko za zakupy na obiad, nowe łóżko czy ubranie trzeba zapłacić, ale również za to, że jest prąd w domu, dzięki któremu działa lodówka, że mogą zapalić lampkę czytając książkę czy włączyć telewizor lub komputer i pooglądać bajkę. Trudno im także zrozumieć, że jest coś takiego jak czynsz za mieszkanie, że opłacać trzeba wodę, którą się myjemy, wywóz śmieci etc... Nie mówiąc już o wizytach w kinie, salach zabaw, restauracjach i parkach rozrywki.

Po co człowiekowi pieniądze?

W pewnym momencie oczy naszego malucha otwierają się szeroko, bo okazuje się, że właściwie za większość rzeczy - nie tylko za te, które lubimy, sprawiają nam przyjemność, są dla nas nagrodą, ale także za wszystko, co wydaje się być dla nas takie oczywiste i naturalne, jak woda lecąca z kranu - trzeba płacić. Pieniądze są więc potrzebne człowiekowi, są ważne, bo można dzięki nim zaspokoić różne potrzeby swoje i swoich najbliższych. Zyskanie tej świadomości to pierwszy krok do poznania rzeczywistości dorosłych, w skład której wchodzi niezwykle ciekawy, ale i skomplikowany świat pieniądza i ekonomii.

Nie ukrywajmy przed dzieckiem, że mama i tata zarabiają określoną ilość pieniędzy. Dziecku, które rozumie już zasady dodawania i odejmowania, możemy pokazać, jak wygląda domowy budżet (narysujmy prosty tort i podzielmy go na części) – jaką część z zarobionych pieniędzy wydajemy na opłaty związane z mieszkaniem, jaką na jedzenie, przybory szkolne, a ile miesięcznie na basen, lekcje angielskiego etc. Pokażmy dziecku, że każdy z członków rodziny korzysta z jakiejś części tego, za co płacimy.

Przychodzi taki czas, że zaczynamy naszym pociechom dawać kieszonkowe i nieważne, czy będzie to 5 czy 20 złotych na tydzień, pomóżmy im zaplanować ich tygodniowe wydatki. Dzięki temu nie tylko poznają, jak zarządzać budżetem, ale będą mogły ćwiczyć takie umiejętności i cechy jak planowanie, cierpliwość, samokontrola czy umiejętność odraczania gratyfikacji. Już w latach 60-tych przeprowadzono znane badanie, w którym dzieci poddano tzw. testowi Marshmallow (to popularne szczególnie w USA kolorowe, słodkie pianki). Pokrótce polegał on na tym, że kilkuletnie dzieci otrzymywały dwie pianki Marshmallow i mogły w każdej chwili zjeść tylko jedną z nich lub poczekać pewien określony czas, po którym mogły zjeść obie. Okazało się, że to właśnie umiejętność samokontroli i gotowość odroczenia nagrody w większym stopniu wpływają na sukces w przyszłości niż chociażby inteligencja.

Jak już nasza pociecha wie, że za wszystko trzeba płacić, to pozostaje druga strona medalu – skąd biorą się na to pieniądze, ile ich jest i dlaczego nie jest ich tak dużo, żeby można było kupić wszystko, czego dusza zapragnie?

Pieniądze nie rosną na drzewach, ani nie znajdują się w nieograniczonej ilości w bankomacie. Skąd więc się biorą?

Już maluchowi można wytłumaczyć, że źródłem pieniędzy, które zarabiają dorośli, jest praca, jaką wykonują. Czasem mama i tata codziennie rano wychodzą do pracy, wracają po południu, niektórzy rodzice wykonują swoją pracę w domu – piszą artykuły, są architektami, tłumaczami i za tę pracę również dostają wynagrodzenie. Wytłumaczmy dziecku, że aby w pewnym momencie zacząć zarabiać pieniądze trzeba wcześniej – tak jak ono – chodzić do przedszkola, potem do szkoły, uczyć się, poznawać swoje możliwości, talenty i rozwijać je, by w przyszłości wybrać zawód, który będzie dla niego najodpowiedniejszy i za wykonywanie którego ono też kiedyś będzie zarabiać swoje pieniądze.

Opowiedz dziecku jak wypłacane jest wynagrodzenie – że musisz np. pracować codziennie od poniedziałku do piątku przez cały miesiąc i dopiero pod koniec otrzymujesz przelew na konto. To oznacza, że musicie cierpliwie czekać na wynagrodzenie, a co ważniejsze, że wynagrodzenie, które przychodzi na konto musicie podzielić na cały nadchodzący miesiąc. Nie polecam jednak płacenia dzieciom za wykonywanie obowiązków domowych – są to przecież codzienne czynności, które my wykonujemy nie w celach zarobkowych i chcemy nauczyć ich nasze dzieci wiedząc, że w dorosłym życiu nikt im za to nie zapłaci. Nie oznacza to jednak, że z czasem, kiedy nasze dziecko będzie trochę starsze, nie może otrzymywać od nas pewnych dodatkowych zadań, za które możemy umówić się na jakiś dodatek do kieszonkowego.

Pokaż dziecku jak planujecie wydatki, za co trzeba zapłacić w danym miesiącu i ile zostaje pieniędzy na różne, nieprzewidziane wydatki, także na przyjemności. Warto również pokazać, że nie wydajesz wszystkiego i że chcąc np. pojechać na wakacje lub kupić dla całej rodziny konsolę do gier musicie przez pewien czas oszczędzać, żeby zebrać określoną sumę pieniędzy na zrealizowanie marzenia. Nauka oszczędzania to ważna rzecz. Dla z natury raczej niecierpliwych dzieci wytyczcie na początek mały cel zakupu, na który stosunkowo szybko uda się dziecku zebrać pieniądze (np. lalka za 25 zł, mała paczka klocków etc). Znajdzie przezroczystą skarbonkę lub zwykły słoik i regularnie wkładajcie do niego pieniądze tak, żeby dziecko widziało, że wręcz fizycznie jest ich coraz więcej. Po określonym czasie – nie za długim, czyli jakichś 2-3 tygodniach – wyciągnijcie wspólnie pieniądze i pójdźcie kupić wymarzony prezent. Po zakupach w skarbonce będzie wyraźnie mniej pieniędzy, na kolejna zabawkę znów trzeba będzie trochę poczekać.

„Chcę” a „potrzebuję”.

Jedną z podstawowych zasad, które powinno poznać Twoje dziecko wprowadzane w świat wartości pieniądza jest rozróżnienie faktycznej potrzeby posiadania konkretnej rzeczy od impulsywnej chęci kupienia czegoś ot tak, pod wpływem emocji. Oczywiście nasze dzieci najczęściej postępują według drugiego scenariusza, jest to normalne i typowe dla nich. Warto jednak wspólnie zastanowić się nad tym, co z rzeczy, które chcą kupić jest im potrzebne (i dlaczego), a co jest tylko chwilową zachcianką. Przy okazji np. zbliżającego się powoli nowego roku przedszkolnego i szkolnego możecie zrobić ze swoim dzieckiem listę potrzeb i zachcianek. Podzielcie kartkę na dwie części – po jednej stronie rzeczy potrzebne do kupienia na początek roku, bez których trudno będzie rozpocząć rok szkolny (tj. zeszyty, buty na w-f, kredki, elegancki strój na uroczystą akademię, podręczniki, etc.) z drugiej strony zachcianki (np. drugi plecak, bo ten dotychczasowy już się znudził, pomimo, że nie jest zniszczony, przebranie za ulubionego bajkowego bohatera, klocki, gra, bajka na DVD). Oszacuj, ile pieniędzy możecie przeznaczyć na zakupy i spróbuj zsumować poszczególne wydatki. Dziecko zobaczy, że w pierwszej kolejności musicie zadbać o niezbędne przybory i akcesoria do szkoły i jeśli coś zostanie, może wybrać sobie jedną z zachcianek. Jeżeli natomiast nie zostanie Wam pieniędzy, niech dziecko wybierze sobie jedną rzecz z listy zachcianek, na którą będzie sobie mogło składać pieniądze (np. kieszonkowe). Z biegiem czasu samo zobaczy, czy jest to dla niego nadal tak ważna rzecz, czy może zachcianka już się zmieniła… Możecie wówczas o tym porozmawiać. Oczywiście nie chodzi o to, żeby dziecku wszystkiego odmawiać, każdy potrzebuje czasem kupić sobie coś dla czystej przyjemności. Ważne jest jednak, żeby mieć świadomość i uczyć się rozdzielać rzeczy ważne i niezbędne od tych mniej istotnych, które mogą poczekać.

Pamiętajmy, że dzieci uczą się przez zabawę, warto więc pobawić się z maluchem w sklep czy pocztę, a w miarę dorastania skorzystać z gier takich jak Mały Bank, Kasa edukacyjna czy Monopoly i Biznes po Polsku.

I nie zapominajmy nigdy o tym, że dzieci naśladują przede wszystkim swoich rodziców, więc - świadomie czy nie - będą przejmowały Twoje zwyczaje i praktyki związane z domową ekonomią.

Natalia

Autor: Natalia

Psycholog i socjolog, w trakcie kursu psychoterapii poznawczo-behawioralnej.
Członek Polskiego Towarzystwa Terapii Poznawczej i Behawioralnej.
Fascynuje ją drugi człowiek, jego myśli, emocje, cele i pragnienia.
Ważną częścią jej aktywności jest wsparcie udzielane osobom w żałobie, szczególnie rodzicom, którzy stracili dzieci w różnym wieku.
Prywatnie kocha kino gangsterskie, dobre książki i piękną muzykę. Mama Ani, Wojtka i śp. Oli.

 

D
 
Chcę korzystać z serwisu i wyrażam zgodę