Szukaj
Aktualnie jesteś: Strona główna Blogosfera O TYM, JAK BYĆ DZIECIATYM, GDY BLISKICH BLISKO BRAK
Adres bloga: http://mamorki.com/

O TYM, JAK BYĆ DZIECIATYM, GDY BLISKICH BLISKO BRAK

Do wpisów natchnienia szukam w różnych źródłach, ale jak akurat do tego, natchnęłam się sama wrzucając kilka dni temu zdjęcie z naszego wieczornego wyjścia do sklepu z Młodą. Zdjęcie, na którym nie tylko o godzinie prawie 9 wieczorem siedzimy w sklepie, ale jeszcze jak dziecko z zafascynowaniem, w zdecydowanie za dużej bliskości do ekranu telefonu siedzi i ogląda Świnkę Peppę na jednej z producenckich ekspozycji.

Po wrzuceniu tej fotki, naszły mnie myśli (jak na matkę przystało), że co takie zdjęcie może mówić o mnie? Kurcze, późna pora, dziecko powinno przecież być w domu, kłaść się spać, a już na pewno ostatnim miejscem, w którym powinno być jest sklep. Zastanowiło mnie przez kilka sekund, ile osób pomyślało sobie, co ze mnie za matka, więc tym wpisem w sumie, spieszę z wyjaśnieniem.

Uważam, że warto pokusić się o wyjaśnienie zupełnie nie dlatego, że czuję potrzebę usprawiedliwienia, czy też tłumaczenia się, bo nie. Ja bardzo dobrze wiem, co robię. Ale dlatego, że daję sobie głowę uciąć (błagam, nie pozwólcie, żebym głowę straciła), że nie tylko ja, po prostu muszę sobie radzić z dzieckiem pod pachą niemal w każdej sytuacji.

Widzicie i pewnie dobrze wiecie, że nie ma dwóch takich samych sytuacji, a życie pisze dla każdego z nas najróżniejsze scenariusze. Wiem o tym ja, jeszcze lepiej wie o tym Diana. Choć różnica 300 km czy 1500, jaka dzieli nas od najbliższych, już niewiele zmienia. Jedynie rośnie cena biletu. Problemy pozostają jednak takie same.

Jeśli jest coś, czego tak ogólnie innym zazdroszczę, zazdroszczę znajomym, którzy też mają dzieci, to właśnie bliskość dziadków. Nie po to, by dziadkowie mieli siedzieć i się zajmować moim dzieckiem. Zastępować żłobek, nianię czy jeszcze inny rodzaj całodniowej opieki, ale tak po ludzku, tak brak mi czasem choćby godziny, by coś załatwić razem z Mężem, gdy już rzeczywistość nas przyszpili. Dosłownie choćby wieczoru w miesiącu, żebyśmy mogli spędzić chwilę sami. Tej łatwości z jaką dzwoni się do nikogo innego jak do swojej mamy, mówiąc „mamo, bo potrzebujemy na chwilę Twojej pomocy” i ta pomoc będzie. Nie za zaplanowane, skrzętnie wyłuskane w kalendarzu 3 tygodnie z zaawansowaną logistyką i kosztami, ale jutro, na dwie godziny, podjedziemy, zobaczymy i zaraz jesteśmy z powrotem.

Oczywiście, już dawno nauczyliśmy się z tym żyć. To, co się dało podzieliliśmy między siebie, a pozostałe czynności po prostu robimy razem, biorąc Młodą pod pachę. Bo nie ma zmiłuj. I też zmiłuj być nie musi. Po prostu jest jak jest. A zaraz z dwójką dzieci, no cóż, będzie pewnie jeszcze weselej. Będzie trzeba ogarnąć się na nowo.

Jednak, chcąc nie chcąc, nasza sytuacja bardzo zmieniła nasz sposób funkcjonowania. Nas jako rodziny, nas wśród znajomych, przyjaciół. Diana pisała o tym, jak trudno o porozumienie dzieciatych z osobami, które dzieci jeszcze nie mają. A chyba nie ma się co dziwić, skoro czasem trudno o porozumienie nawet, gdy inni te dzieci mają. Ale mają też komfort podrzucenia ich na sobotni wieczór do dziadków, podczas gdy Ty tego komfortu nie masz. Gdy Ty możesz się spotkać, ale o 16, a nie o 19 wieczorem. Że z chęcią wyskoczysz do knajpy, ale najchętniej takiej, gdzie będzie jakiś fajny kącik dla dziecka, by Bąbel mógł się czymś zająć, choć przez jakiś czas. To, że nie mam z kim zostawić dziecka, nie sprawia, że przestaje być człowiekiem, który również potrzebuje kontaktu i rozrywki. Dla jednych mogę być uważana za odrobinę ograniczonego człowieka. Wolę mówić, że nie zostaje mi nic, jak być o tyle bardziej kreatywnym. Pewnie zweryfikować trzeba by relacje z tymi, którzy zrozumieć tego nie potrafią.

I na prawdę nie mogę Wam nie napisać, jak ostatnio usłyszałam, że ja to mam szczęście, bo mogę Młodą na tydzień u babci zostawić. Można na to i tak spojrzeć. Ale jest to szczęście, na które też sobie pozwalam. Bo ja nie dostanę wieczoru wolnego w tygodniu czy w weekend, bo moja mama najzwyczajniej w świecie na 3 godziny nie przyjedzie, tylko po to, by po 3 godzinach, które ja spędzę na pogaduchach i piciu piwa, wracać do siebie kolejne 3 godziny. Nie wpadniemy na niedzielny obiad. Babcia nie zabierze jej na dwie godziny na plac zabaw i spacer, więc organizuje się jak mogę, i zostawiam córkę na te kilka ustalonych skrzętnie z dziadkami dni u nich. Zostawiam, by wtedy wykorzystać te dni maksymalnie na wszystko, co chcemy z Mężusiem razem załatwić. Na chwilę odpoczynku i wytchnienia. Te chwile, które w przeciągu trochę ponad 2-letniego życia naszej córy miały miejsce jakieś 3 razy.

Co dobrego dla nas z tego płynie? Rzeczywiście, my bywamy po prostu w różnych miejscach razem. Nie mamy czasu, żeby zastanawiać się, czy przegapimy porę na kąpanie czy dziecko pójdzie godzinę później spać. Po prostu pakujemy torbę i dostosowujemy plan. Choć pilnujemy, by takich wariacji nie serwować non stop. Ale życie się toczy, czas leci i tylko dlatego, że nie ma kto zająć się naszym dzieckiem poza nami, nie znaczy, że przestaniemy żyć. Wprost przeciwnie, żyjemy inaczej, na co dzień, razem. Ciut trudniej, odrobinę inaczej, po prostu razem.

mamorki.com

Autor: mamorki.com

Mamorki to blog stworzony przez dwie mamy mieszkające w Polsce i w Szkocji. To prawdziwa rzadkość w blogosferze.
Przekonaj się, jak różnice mogą łączyć!
Wejdź na mamorki.com i rozgość się.
A na bieżąco jesteśmy tu: www.facebook.com/mamorki

Wróć do listy postów
 
Chcę korzystać z serwisu i wyrażam zgodę