Szukaj
Aktualnie jesteś: Strona główna Blogosfera PORÓD - PLANY vs. RZECZYWISTOŚĆ

PORÓD - PLANY vs. RZECZYWISTOŚĆ

 

Poród to jeden z najważniejszych dni w życiu. Nic więc w tym dziwnego, że przez całą ciąże wyobrażamy sobie, jak będzie wyglądać i próbujemy zaplanować każdy najmniejszy szczegół. Niestety nie wszystko zależy od nas. Rzeczywistość nie zawsze jest taka jak sobie ją wyobrażaliśmy. Porodu nie da się przewidzieć. I chociaż nikt nie oczekuje odpowiedzi na pytanie ile będziemy rodzić to jednak są kwestie prawie pewne. Dla mnie taką sprawą było chociażby to, że urodzę naturalnie. A po kilkunastu godzinach prób poród zakończył się na sali operacyjnej. Co jeszcze odbiegało od moich planów?
 
W trakcie mojego porodu nie miało być studentów, miałam urodzić naturalnie, bez oksytocyny, za to nie wykluczałam znieczulenia – i okazało się, że wszystko potoczyło się inaczej.
 
Wyznaczona data porodu
 
Wszyscy wiemy, że wyznaczona przez ginekologa data porodu jest tylko datą orientacyjną. Widełki sięgają 2 tygodni w przód i w tył. Im bliżej daty porodu tym bardziej wzrasta napięcie, ale także poziom naszej gotowości jest większy. Torba do szpitala czeka już na przedpokoju lub w aucie, łóżeczko skręcone, wózek rozłożony, a tata wychodząc do pracy nie rozstaje się z telefonem tak, by w razie czego jak najszybciej dojechać do swojej rodzącej ukochanej. A co jeśli poród zaczyna się miesiąc-2 miesiące przed czasem? Zdziwienie „że to już” i strach o dziecko co prawda sprawiają, że brak osoby towarzyszącej (gdy tata nie zdąży dojechać) lub zupełnie inny przebieg akcji, niż się spodziewałyśmy tracą na znaczeniu.
 
W wybranym szpitalu
 
Miejsce porodu zależy od Ciebie. Podobnie jak z przychodniami tak i ze szpitalem nie ma żadnej regionizacji. Mieszkając na południu Polski możesz urodzić nawet nad morzem, jeśli tak zdecydujesz. Oczywiście wiadomo, że często odległość od domu odgrywa kluczową rolę, jednak wybór należy do Ciebie.
 
Obecnie popularne staje się oglądanie porodówek już w ciąży. Przyszli rodzice dowiadują się jakie panują tam warunki i poznają personel. Na tej podstawie ciężarna wybiera najlepszy szpital. Przyzwyczaja się do myśli, że to właśnie tam będzie rodzić. Czasem jednak jest inaczej. Gdy ja przyjechałam do szpitala na Izbie Przyjęć padło pytanie: „A z daleka Pani przyjechała? Bo mamy wszystkie porodówki zajęte”. Na szczęście uparłam się, że chcę rodzić tutaj, nigdzie indziej. Nie odesłano mnie do innego szpitala, a pół godziny później znalazła się wolna sala do porodu.
 
W jakich innych przypadkach poza przepełnieniem możemy spodziewać się przetransportowania nas do innego szpitala? Czasami okazuje się, że pod koniec ciąży pojawiają się dodatkowe schorzenia, więc pacjentka musi urodzić w szpitalu, posiadającym dany oddział. Przykład? Jeśli u ciężarnej zostaną stwierdzone problemy z sercem powinna rodzić w szpitalu, gdzie znajduje się oddział kardiologiczny.

Dlaczego do porodu lepiej jest pojechać samemu, nawet jeśli oznacza to wezwanie taksówki? Bo gdy przyjedzie po nas karetka – zawiezie nas do szpitala, który jest najbliżej lub tam, gdzie jest najmniejsze obłożenie pacjentek. Wybór nie należy ani do ciężarnej ani do personelu karetki, gdyż dostają oni dyspozycję od dyspozytorki – pisałam o tym w tekście „Karetka to nie taksówka”.
 
Będzie poród rodzinny
 
Marzyłam o porodzie rodzinnym. Z partnerem. Dlaczego? Bałam się bólu i wiedziałam, że przy nim łatwiej będzie mi to znieść. Poza tym chciałam, żeby to był nasz wspólny dzień, wspólne wspomnienia. Chociaż partner na początku się wahał to jednak zdecydował się być przy mnie. I wyobraźcie sobie, że kilka tygodni przed moją planowaną datą porodu okazało się, że wszystkie wrocławskie szpitale wprowadziły zakaz odwiedzin ze względu na wzrost zachorowań na grypę. Nie zgadzano się na poród rodzinny, a na położnictwie nie było odwiedzin. Nasz wspólny poród stał pod znakiem zapytania. Z jednej strony łudziłam się, że do porodu jest jeszcze dużo czasu. Z drugiej – czytałam komentarze kobiet, rodzących w podobnym okresie grypowym rok wcześniej – i wypowiadały się, że takie zakazy trwają przez miesiąc, czasem dłużej. Nie wyobrażałam sobie, że mogłabym w ten trudny dzień zostać sama. Z położną i lekarzem, ale bez bliskiej osoby. A do tego po porodzie mój partner miał widzieć córkę jedynie na zdjęciach do czasu, aż dostałybyśmy wypis ze szpitala. Na szczęście zanim nadszedł dzień porodu personel przywrócił porody rodzinne, jednak aż do końca naszego pobytu w szpitalu wizyty na oddziałach były zabronione – partner przychodził jedynie przynieść nam rzeczy, które przekazywał na korytarzu.
 
I chociaż nam ostatecznie udało się być wspólnie na porodówce to jednak była już w mojej głowie wizja samotnego porodu. Często też zdarza się to kobietom, gdy ich poród toczy się w tak szybkim tempie, że mąż/partner nie zdąża przybyć na czas. Oczywiście wiele z nas marzy o takim ekspresowym porodzie, jednak pozostanie niedosyt, że Ukochany nie przeciął pępowiny, nie zobaczył od razu dzieciątka...
 
Na porodówce bez zbędnego tłoku
 
Tylko ja, mój partner, położna i lekarz. W końcu to wydarzenie intymne. Tak sobie to wyobrażałam. Myślałam, że będę wstydzić się swojego ciała, a poza tym im więcej osób tym trudniej będzie mi się skupić na rodzeniu. A jak było w rzeczywistości? W tekście „Studenci przy porodzie? Przeżyłam i...” wspominam o tym, że na mojej porodówce towarzyszyła mi dodatkowo studentka położnictwa. Wcześniej nie wyobrażałam sobie, że to powiem, ale okazało się, że wsparcie studentki położnictwa oceniam korzystnie.
 
Bez znieczulenia i oksytocyny
 
Wiele przyszłych mam chce rodzić jak najbardziej naturalnie. Zakładają, że nie będą chciały znieczulenia, które podobno spowalnia akcje porodową. Jednak na samej porodówce często okazuje się, że ból jest tak silny, że w niepamięć odchodzą wcześniejsze plany. Ja nie prosiłam o znieczulenie chyba tylko dlatego, że w tym całym zamieszaniu o nim zapomniałam...
A jak jest z oksytocyną? Podawana jest, aby wzmocnić skurcze, a tym samym przyspieszyć poród. Wiele kobiet zapiera się jak może, aby uniknąć dawki oksytocyny chociażby ze względu na to, że jest to syntetyczny hormon, który może powodować skutki uboczne (przykładowo zaburzenie czynności serca płodu, co w konsekwencji prowadzi do cesarki). Jednak jak długo kobieta może się wzbraniać przed podaniem oksytocyny? U mnie po około 7 godzinach porodu położna zaproponowała oksytocynę. Nie zgodziłam się, więc powiedziała, że poczekamy jeszcze 2 godziny i jeśli się nic nie zmieni to wrócimy do tematu. Temat powrócił, a ja ostatecznie miałam podaną 1 dawkę oksytocyny. A czasami oksytocyna jest już naprawdę koniecznością. W szpitalu, w którym rodziłam panowała zasada, że kobieta po 8 dniach od planowanej daty porodu trafiała na porodówkę, gdzie podawano jej 1 dawkę oksytocyny i czekano 6 godzin na rozpoczęcie akcji porodowej. Jeśli nic się nie zadziało – dawano kobiecie dzień przerwy, a po nim znów brano na salę porodową. Powtarzano sytuację i tu już albo poród się zaczął, albo kierowano na cesarkę. Bo kiedyś w końcu trzeba urodzić.
 
Urodzę naturalnie
 
Gdy w ciąży trafiałam na artykuły dotyczące cesarki – omijałam je i czytałam coś innego. Przecież miałam rodzić naturalnie, więc po co mi wiedza o tym, jak przebiega cesarskie cięcie, jak pielęgnować ranę na brzuchu i co można w połogu po cesarce, a przed czym się wzbraniać. O cesarce wiedziałam niewiele. A tu nagle na porodówce padło hasło: „cesarka jest konieczna”. Wcześniej nie wiedziałam, że obecnie odbywa się tyle nieplanowanych cięć. Szykowałam się na poród naturalny. Myślałam, że mój partner będzie w momencie, kiedy córka się urodzi. Szpital dobierałam pod kątem tego, czy położne dbają o 2-godzinny kontakt „skóra do skóry” po porodzie naturalnym. Nie sprawdzałam, jak wygląda to po cesarce. Nie wiedziałam, czy w „moim” szpitalu po cięciu jest możliwość nakarmienia dziecka tuż po porodzie. Nie przewidziałam, że cesarka będzie konieczna, bo tak – dzisiaj wiele lekarzy boi się zwlekać i nagłe cięcie wykonywane jest z wielu powodów – okręcenia się dziecka wokół pępowiny, braku postępu porodu, spadku tętna dziecka.
 
Dlaczego jednak warto napisać plan porodu?
 
Nie na wszystko mamy wpływ. Jednak tam, gdzie możemy decydować – powinniśmy o to zadbać. Jeśli skonstruujemy plan porodu, położna i lekarze szybciej dowiedzą się na czym nam zależy.
Plan porodu może też być przydatny przy wyborze szpitala. Gdy nasze oczekiwania przelejemy na papier wyraźniej dostrzeżemy, jakie mamy oczekiwania odnośnie porodu. Wówczas możemy dopasować ten szpital, który spełnia najwięcej naszych życzeń. Zależy nam na możliwości znieczulenia? Zdecydujmy się na szpital, który zatrudnia dodatkowego anestezjologa. Jeśli bardzo chcesz urodzić naturalnie, wybierz szpital, który podejmuje wszelkie próby pomocy zanim padnie słowo „cesarka”. Oczywiście w przypadku, gdy będzie zagrożone życie Twoje lub dziecka personel wykona operację nawet bez Twojej zgody. Tak samo z nacięciem krocza. Możesz się upierać, że nie chcesz tego, ale jeśli położna stwierdzi, że jest to konieczne – to to wykona. Plan porodu ma na celu jak najszybsze przekazanie personelowi medycznemu Twoich próśb odnośnie porodu. Położna i lekarz mają się do tego zastosować na tyle na ile możliwości im na to pozwolą.
 
Jak wyglądał Wasz poród? Czy bardzo różnił się od tego co sobie zaplanowaliście? Co Was najbardziej zdziwiło?
Sylwia - blog Młoda mama pisze

Autor: Sylwia - blog Młoda mama pisze

Blog Młoda mama pisze to miejsce, gdzie autorka dzieli się swoimi doświadczeniami prywatnymi i zawodowymi (jako pedagog). Jako pracująca mama pisze o złobkowym życiu swojego dziecka, karmieniu piersią oraz swiadomym wychowaniu.

Wróć do listy postów
 
Chcę korzystać z serwisu i wyrażam zgodę