Szukaj
Aktualnie jesteś: Strona główna Artykuły RODZICU NIE DOLEWAJ OLIWY DO OGNIA

RODZICU NIE DOLEWAJ OLIWY DO OGNIA

CZYLI JAK SOBIE RADZIĆ Z KONFLIKTAMI MIĘDZY RODZEŃSTWEM


Decydując się na więcej niż jedno dziecko, zyskujemy niepowtarzalną okazję do wkroczenia i zaangażowania się w niesamowicie nośną i istotną strefę relacji między rodzeństwem. Tak to już zostało zaplanowane, że od nas, rodziców, w dużym stopniu zależy jakość i stopień zażyłości relacji między naszymi pociechami. Sposób traktowania dzieci jako osobne jednostki a jednocześnie jako części składowe rodziny przekłada się także na kontakt między rodzeństwem.

Życie uczy nas pokory i w pewnym momencie zaczynamy się orientować, że pewne zasłyszane czy przeczytane gdzieś mądrości i uniwersalne wskazówki dotyczące wychowania dzieci nijak się mają do naszych prywatnych, domowych egzemplarzy. Teoria sobie, a rzeczywistość z dzieckiem często wymaga elastyczności i indywidualnego podejścia. Sama mam dwoje dzieci, więc coś tam wiem o życiu i chciałam się w tym artykule podzielić z Wami swoimi doświadczeniami i przemyśleniami na temat konfliktów między rodzeństwem, a dokładniej tego, w jaki sposób możemy ich nie zaogniać. Bo to, że będą, to akurat normalka, nie mamy jeszcze rodzicielskiego algorytmu, który pozwoliłby nam zupełnie wyeliminować bójki i sprzeczki u dzieciaków.

Na pierwszy ogień idzie porównywanie rodzeństwa. Ważne jest, aby nie porównywać dzieci w taki sposób, że jedno dziecko zostaje przedstawione jako gorsze, czy słabsze od drugiego. Chodzi o konstrukcje w stylu: Twój brat jest mądrzejszy od Ciebie albo Zosia zawsze umie sobie poradzić, nie to co Ty! Nawet jeśli to prawda, to takie komunikaty tylko ranią dziecko i podważają poczucie jego wartości, a chyba nie taką informację zwrotną chcielibyśmy dziecku przekazać?

Gdy pojawia się drugie dziecko, to pierwsze traci prestiżowy status jedynaka i część uwagi mu przynależnej zostaje przekierowana na młodsze dziecię. Trzeba być czujnym i tak zaplanować czas i obowiązki, aby starszak nie poczuł się odtrącony. Czas, gdy kolejne dziecko jest w wieku niemowlęcym, to pracowity okres dla rodziców, by wzmocnić starsze dziecko, wyrwać z grafiku chwile tylko z nim sam na sam i podkreślić, że nadal jest mocno kochane. To trudny okres dla wszystkich członków rodziny. Ogrom szczęścia i miłości, ale również nowe wyzwania, więcej obowiązków, zmęczenie, a odnoszę wrażenie, że starsze rodzeństwo (zwłaszcza to pierworodne) najintensywniej doświadcza tych zmian.

Kolejny konfliktogenny motyw to ustępowanie młodszemu rodzeństwu w rytmie poniższych komunikatów:

Bo Ty jesteś starszy, to powinieneś ustąpić młodszemu
Bo młodszym trzeba ustąpić
Ustąp mu, bądź mądrzejszy
Nie zachowuj się jak mała dzidzia, ustąp

Kuszący jest wariant, że starszy brat czy siostra nauczy się ustępować dla zasady i będziemy mieli sprawę z głowy. My będziemy mieli sprawę z głowy, bo dzieci niekoniecznie. Przykładowo dzieci kłócą się o tę samą łyżeczkę. Co mamy zrobić? Zadecydować, że starsze ma oddać łyżeczkę młodszemu, bo jest starsze i ma to zrozumieć? Moim zdaniem, nie jest to wyjście z sytuacji. Piszę te słowa z perspektywy jedynaczki i pamiętam wyraźnie, jak przykro mi było słuchać takich argumentów wobec kolegów czy koleżanek, gdy ich rodzice w taki sposób rozstrzygali sprzeczki pomiędzy nimi. Wychodzę z założenia, że wszystko jest dla ludzi i próba odwołania się do zdrowego rozsądku starszego dziecka w stylu: „widzisz, małe dzieci tak się złoszczą o taki drobiazg jak kolor łyżeczki, może mógłbyś mu dać tę łyżeczkę, a dla Ciebie poszukamy innej?” jest w porządku od czasu do czasu i gdy nie jest to rozkaz. Ja próbuję przekonać któreś z dzieci do ustąpienia nie powołując się na argument wieku. Jak to nie skutkuje, robimy wyliczankę na kogo wypadnie, na tego bęc. Czasem spisujemy na kartce kolejkę, która określa, kiedy które dziecko korzysta z danej rzeczy. Druga sprawa to poczucie uczciwości i sprawiedliwości w takich sytuacjach, bo niby oboje są dziećmi, a jedno jakby miało większe prawa?

Kolejny przypadek to awantury między dziećmi. Jak maluchy posiadły już umiejętność komunikacji, to niech z niej korzystają. Kłótnie to też ćwiczenia potrzebne do społecznego rozwoju. Taaaaaak, gdyby to tylko były gorące negocjacje bazujące na racjonalnych i przemyślanych argumentach... Kto tak ma, proszę o kontakt – przyjadę zobaczyć!

Normalne życie tak nie wygląda, więc jest krzyk, szarpanie, bicie, wyzywanie, obrażanie. I - co ciekawe - wcale nie trzeba być patologicznym rodzicem, by dzieci tak reagowały na siebie! W takich momentach nie warto dolewać oliwy do ognia i dorzucać swoich pretensji i zniecierpliwienia. Przede wszystkim pragmatyzm. Nie dopuścić do wyrządzenia szkód sobie i otoczeniu, a później spróbować znaleźć rozwiązanie w sensie: dzieciaki szukają pomysłów na wyjście z konfliktu, a rodzic moderuje. Jak kompromisu i humanitarnych rozwiązań na horyzoncie nie widać, to wtedy rodzic może się wykazać elokwencją. Raz wyjdzie, raz nie, ważne, że próbujemy, bo jak to mawia mój starszy syn: trening czyni mistrza.

Przyjrzyjmy się jeszcze pojęciu sprawiedliwości w traktowaniu wszystkich dzieci. Czy jako rodzice mamy specjalną miarkę, którą odmierzamy ilość miłości, czasu, zaangażowania w relację z każdą z naszych pociech? Kiedyś zauroczyło mnie zdanie, którego sens był następujący: przeważnie rodzice kochają swoje dzieci równie mocno, ale każde z nich zupełnie inaczej, w inny sposób. Różne są dzieci, to i różna miłość do nich, nie lepsza ani gorsza, po prostu obiektywnie inna. Gdybyśmy chcieli wydzielać każdemu dziecku z aptekarską precyzją taką samą ilość czasu, uwagi, pieniędzy na wydatki, to wpadlibyśmy w poważne tarapaty. Bo jedno dziecko może potrzebować więcej uwagi, bo np. posiada jakieś deficyty, a drugie woli dostać tańszą/droższą zabawkę, niż brat. Kwestia sumiennego dzielenia po równo schodzi na dalszy plan, adekwatny wydaje się raczej wariant: każdemu według potrzeb. 

W swoim dorosłym życiu, wielu ludzi czuje głęboko zakorzenioną niesprawiedliwość płynącą ze sposobu traktowania ich przez swoich rodziców. Czasami wzrastają w cieniu zdolniejszego brata bądź mądrzejszej siostry, co dość mocno rzutuje później na postrzeganie swojej osoby. Pamiętajmy o tym, podczas kolejnego konfliktu między rodzeństwem i jak najczęściej umacniajmy dzieciaki w przekonaniu, że są równie mocno kochane, szanowane i akceptowane.

Katarzyna Kata

Autor: Katarzyna Kata

Polonistka, mama dwóch chłopców w wieku przedszkolnym.

Czyta na akord, praktykuje jogę, a po godzinach zapełnia słoiki przetworami. Stroni od telewizji, woli radio i reportaże.

 
Chcę korzystać z serwisu i wyrażam zgodę