Szukaj
Aktualnie jesteś: Strona główna Blogosfera ŚWIĘTA Z MALUTKIM DZIECKIEM

ŚWIĘTA Z MALUTKIM DZIECKIEM

Część z Was po raz pierwszy w tym roku będzie obchodzić Boże Narodzenie z własnymi, często malutkimi, dziećmi (malutkie to dla mnie młodsze niż 3 miesiące). Bosko, prawda? Totalnie wzruszająco  

Być może zastanawiacie się w związku z tym, jak najlepiej zaplanować sobie okołoświąteczną logistykę tak, by wszyscy, w tym Wasz mający swoje specyficzne potrzeby maluch, spokojnie przetrwali ten czas.

Ze Świętami Bożego Narodzenia wiąże się chyba najsilniejsza autentyczna potrzeba, ale też największa (wewnętrzna i zewnętrzna) presja na spędzanie czasu z bliskimi. Różne też są świąteczne scenariusze.

U jednych to wyczekiwane wielkie rodzinne spotkanie, podczas którego w serdecznej i gorącej atmosferze toczą się rozmowy, nadrabiane są zaległości w rodzinnych kontaktach i mnożą się wzajemne ciepłe emocje. U innych to sztywnawa atmosfera, cienkie żarciki, poczucie nudy i czegoś na kształt przykrego obowiązku – mus kontaktu z ludźmi, z którymi na co dzień te działające na nerwy kontakty się ogranicza. U większości szykowanie, załatwianie, mobilizacja i podmęczenie. U niektórych religijno-duchowe przeżycie. U jednych entuzjazm, u innych spodziewane rozczarowanie. U jednych rozmarzenie na samą myśl o wigilijnych potrawach, u innych marzenie, by choć raz prysnąć z Wigilii w góry/nad morze/do Tajlandii/lub na Alaskę (niepotrzebne skreślić). A potem szczęśliwcy wspominają Wigilię lepiej niż się spodziewali, a pozostali cieszą się, że to już za nimi, względnie rozpamiętują standardową kłótnię przy rodzinnym stole.

A co, jeśli akurat w te Święta wolelibyście zostać w domu? Tobie – przykładowo 3 tygodnie po porodzie – jeszcze trudno się ruszać i najchętniej wylegiwałabyś się w łóżku. Dziecko jest tak maleńkie, że jeszcze wciąż trochę boicie się je trzymać  Obawiacie się też zimowych wirusów, które potencjalnie krążą wśród młodszych i starszych członków Waszej rodziny. A początkujący tata też najchętniej zaszyłby się w domu i wspólnie z Wami przyzwyczajał się do nowej sytuacji. Ale wahacie się, bijecie z myślami, bo to w końcu Święta, bo wszyscy chcą zobaczyć juniorkę/juniora…

Słyszeliście o koncepcji „czwartego trymestru”? Teoria czwartego trymestru Harvey’a Karpa zakłada, że człowiek rodzi się jakieś 3 miesiące wcześniej, niż jest na to w pełni gotowy – biologia mówi: 9 miesięcy, a de facto przydałoby się 12… (Oczywiście w praktyce dziecko nie mogłoby rodzić się później, bo wówczas główka nie przeszłaby przez drogi rodne kobiety).

Zatem pierwsze trzy miesiące życia dziecka po porodzie to czas, kiedy jest ono troszkę „pomiędzy” – już wyszło z bezpiecznego, ciepłego brzucha, ale fizjologicznie jeszcze przyzwyczaja się do świata, na który – co za szok! – trafiło. By ten szok nieco złagodzić, noworodek potrzebuje stałej bliskości i dotyku rodziców (ten dotyk, cielesna bliskość jest wręcz kluczowy dla stymulacji mózgu), spokoju, ciepła, względnej ciszy (takiej z przytłumionymi dźwiękami – podobnymi do tych, które płód słyszał przed narodzinami – na przykład głosy rodziców, ich ulubiona muzyka, odgłosy domu) i półmroku – warunków przypominających te, w których przez 9 miesięcy się zadomowił.

Intensywne bodźce – jak dużo ludzi i nieznanych głosów dookoła, intensywne światło, ciągłe zmiany i zamieszanie wokół – w pierwszych tygodniach życia mogą powodować u noworodka silny stres. Swoją drogą, objawy tego stresu (przyspieszony oddech, bladość lub zaczerwienienie, drżenie) niedoświadczeni rodzice łatwo mogą pomylić z chorobą i dodatkowe kłopoty gotowe.

Z teorii „czwartego trymestru” wynika zalecenie szczególnie troskliwej i uważnej opieki nad noworodkiem (potem niemowlęciem) – pełnej przytuleń, otuleń i kołysań (jak w wodach płodowych) – przez pierwszych kilkanaście tygodni jego życia. Oczywiście potem też!   Warto zapewnić dziecku jak największy komfort i spokój w czasie, kiedy stabilizują się wszystkie jego podstawowe funkcje życiowe, szczególnie układ oddechowy, krążenia i kiedy intensywnie rozwija się jego system trawienny (stąd zresztą Karp twierdzi, że to, co najczęściej nazywamy kolkami, jest po prostu przejawem trudności adaptacyjnych maleńkiego dziecka). Z powyższych powodów w pierwszych tygodniach życia, szczególnie gdy musimy wyjść z dzieckiem z domu, tak świetnie sprawdza się chusta.

Zatem dopiero po „czwartym trymestrze”, po uporaniu się z podstawowymi fizjologicznymi trudnościami, przeciętnie rozwijające się dziecko jest w pełni gotowe do funkcjonowania w zewnętrznym świecie i do intensywnego poznawania go.

Życzę Wam dobrych i wyraźnych intuicji w kwestii tego, co zrobić, by dobrze spędzić Święta. I chęci oraz odwagi podążania za nimi, wbrew stereotypowym świątecznym oczekiwaniom i wbrew wszystkim zewnętrznym ciśnieniom ;).

P.S. W Święta zdrowa karmiąca piersią mama zdrowego dziecka może jeść wszystko. Wszystko to z wigilijnego stołu, co – zdroworozsądkowo – jest zdrowe i pożywne (i domowe). Bigos – tak, śledzie – tak, barszcz i uszka – tak, makiełki – tak, groch z kapustą – tak, domową rybną galaretkę. Smażonego karpia? – tak, na tej zasadzie, na jakiej raz na kilka miesięcy możemy zjeść kawałek (zbyt) tłustej smażonej ryby i nie poczuć się źle. I oczywiście wigilijny kompot z suszu i ciasto! Po-wigilijnym problemem (dla mamy, nie dla dziecka) może okazać się co najwyżej przejedzenie .

Kasia Orlikowska

Autor: Kasia Orlikowska

Blog Karmiecie.pl to blog o karmieniu piersią, o tym, czym sama "karmię się" kulturalnie, o codziennym dobrym życiu z dziećmi i o zwiedzaniu świata.

Wróć do listy postów
 
Chcę korzystać z serwisu i wyrażam zgodę